16/04/2026
W zeszły weekend miałam zaszczyt uczestniczyć w niezwykłym kręgu kobiet Wyjazdowe Kręgi Kobiet , do którego zostałam zaproszona jako ArtCollect z projektem „Sukienką przez Świat – Z Sukienką w Drodze”.
To był czas prawdziwego spotkania — nie tylko z innymi kobietami, ale przede wszystkim z samą sobą. Rozpoczęłyśmy od kręgu otwierającego, odważnego patrzenia sobie w oczy — takiego, które zdejmuje maski i pozwala zobaczyć drugiego człowieka naprawdę. Było ognisko, rozmowy płynące z serca, wspólne posiłki, śmiech i cisza. Było wyjście w góry, gdzie każdy krok przypominał o sile, jaką nosimy w sobie. Tworzyłyśmy też wisiorki z minerałów — jak małe talizmany intencji i pamięci tego czasu.
Kulminacją była sesja zdjęciowa na Stogu w moich sukienkach — ale to nie była zwykła sesja. To było doświadczenie, które dla wielu kobiet staje się formą terapii. Moment zatrzymania się, spojrzenia na siebie z czułością, zobaczenia swojego ciała nie przez pryzmat ocen, lecz obecności. Często właśnie wtedy pojawia się wzruszenie — bo nagle widzimy siebie takimi, jakimi jesteśmy naprawdę: piękne, silne, wystarczające.
Coraz mocniej czuję i widzę, że kobiecość, sensualność i poczucie piękna nie rodzą się z ubioru. Nie zaczynają się w sukience. One rodzą się w sercu — w naszej energii, w tym, co mamy w środku, w sposobie, w jaki oddychamy, czujemy, patrzymy na świat i na siebie nawzajem.
A jednak… otoczka ma znaczenie.
Sukienka może być jak symbol. Jak zaproszenie do wejścia w inną jakość czucia siebie. Kiedy zakładamy sukienkę, często zaczynamy się poruszać inaczej — łagodniej, bardziej świadomie, z większą uważnością na ciało. Dla wielu kobiet to moment przypomnienia sobie o swojej delikatności, lekkości, ale też o sile i godności. To trochę jak rytuał — zewnętrzna forma, która pomaga dotknąć tego, co wewnętrzne.
Sesja w sukience staje się wtedy czymś więcej niż fotografią. Staje się procesem. Terapią poprzez obraz, ruch i obecność. Możliwością zobaczenia siebie w nowym świetle i zapisania tego doświadczenia w pamięci — nie tylko w zdjęciach, ale w ciele.
Kręgi kobiet mają w sobie ogromną transformującą moc. W bezpiecznej przestrzeni, w spojrzeniach pełnych akceptacji, w słowach, które nie oceniają — kobiety przypominają sobie, kim są. Że nie muszą nic udowadniać. Że mogą być miękkie i silne jednocześnie. Że ich piękno nie wynika z wyglądu, lecz z obecności.
A sukienka?
Może być mostem.
Nie celem — lecz drogą.
Nie maską — lecz podkreśleniem tego, co już w nas jest.
Dziękuję za ten czas, za wspólne bycie, za góry, ogień, rozmowy i odwagę każdej z kobiet, która stanęła przed obiektywem — i przed samą sobą.
Bo czasem jedna sesja zdjęciowa może stać się początkiem głębokiej wewnętrznej zmiany.