Dobra, więc pytasz mnie o Karawaniarzy? Coś ty, z choinki się urwał? Nie wiesz że, zadawanie takich pytań na mieście to najszybszy sposób, żeby trafić tam, gdzie teraz jest James Dean? Wszędzie pełno ich szpicli…
Widzisz, oficjalnie Flying Caravans, to najzwyklejsza w świecie firma handlowa. Ot, sprzedają, kupują, reperują, a swojego przywódcę nazywają Donem tylko z sentymentu do filmów Coppoli.
Ale to nie jest cała prawda. Za oficjalną frakcją stoi jakaś nieformalna struktura, mówi się o niej jako o „Rodzinie”. Dlatego między członkami FC panują braterskie stosunki, a do przywódcy zwracają się: „wujku”. Zadrzeć z jednym z nich, to znaczy mieć na karku wszystkich bez wyjątku. Oficjalnie zarabiają tylko na Handlu, ale wierz mi, jeżeli istnieje jakiś sposób by zdobyć kapsle, niekoniecznie w legalny sposób, to Karawaniarze już dawno go wypróbowali. Zresztą jak będziesz w mieście, to sobie zerknij ukradkiem jak wyglądają. Żeby tylko zdobyć te swoje gajerki , musieli wydać kupę szmalu. No co się tak gapisz? Nie wiedziałeś, że wszyscy z FC, od Dona, po szeregowca chodzą w garniturach? Tu chodzi o styl i prestiż: im ważniejsza funkcja w Rodzinie tym elegantszy strój. Wierz mi, nawet ich nadworny pucybut przy Tobie wygląda jak król. Flying Caravans to jedna z najstarszych frakcji OldTown, jej burzliwą historią mógłbyś obdzielić kilka ekip i każda miała by temat na wspomnienia przy piwku. Kiedyś niepodzielnie rządzili gospodarką OldTown, rządzili przemocą, ma się rozumieć. Nie podobało się to ludności miasta, zwłaszcza pewnej grupce wolnych handlarzy. Karawaniarze zostali wygryzieni z interesu po zbrojnym przewrocie, zaś wolni handlarze założyli własną frakcję, Złomiarzy. Wszyscy byli pewni, że FC to przeszłość , gdy po dwóch latach zjawili się w Porze Przybyszów niedużą grupką. Szybko wyszukali i zwerbowali nowych, wartościowych ludzi i zabrali się za nadrabianie zaległości za stracony czas. Właściwie niewiele wiadomo o tym, co zrobili. Mówi się, że zebrali masę wartościowego sprzętu krążącego po OldTown, w tym prawię kompletną bombę, ale zamiast wykorzystać ją do zaszachowania swoich wrogów w mieście, szybko zwinęli interes i wyjechali z miasta. Kto wie, może mieli jakiegoś groźniejszego przeciwnika, niż Złomiarze? Głową Flying Caravans przez długi okres był zasłużony dla organizacji Don Xweet. Niestety, zły stan zdrowia starego Dona zmusił go do przejścia na emeryturę. Na nowego przywódcę wyznaczył Andrew, mechanika niewyróżniającego się właściwie niczym poza lojalnością wobec Rodziny. Nowy Don, wraz z zaufanymi ludźmi zabrał się za reorganizację Flying Caravans i rekrutację nowych członków. Tymczasem Xweet przyjął tytuł Capo di Capi Re, by spędzić resztę życia bujając się w hamaku, sączyć drinki i trzymając ręce na piersiach panienek, patrzyć się na chmury typu Cumulus w kolorze białym. Też bym tak chciał… Don Andrew sprawował władzę przez pięć lat i wpisał się w historię jako najbardziej ukochany ojciec chrzestny, za którym każdy flying tęskni, i go gorąco wspomina. Po jego tragicznej śmierci tuż przy drzwiach baru, stanowisko Dona przechwycił Don Mopek, na jeden rok, i po jego samobójstwie tytuł przemieniony na Donnę otrzymała od Rodziny Rosette, która z troskliwie dogląda potrzeb Rodziny. Spodobało Ci się? Nie dziwota, fajnie jest być bogatym i wpływowym. Ale wiedz, że tłuków tam nie przyjmują. Niezależnie czy chcesz być handlarzem, czy ochroniarzem, i tak najważniejsze jest to co masz we łbie. Poza tym, to nie niedzielny klub dyskusyjny, u nich wymaga się pełnego poświęcenia dla rodziny, o każdej porze dnia i nocy i w każdej sytuacji. Nie możesz wziąć sobie wolnego, niestety nie. A, chyba nie muszę dodawać, że wejście do rodziny do droga w jedną stronę. Wyjść się nie da. Chyba, że nogami do przodu.